Kulisy rozmów o darmowych laptopach – co ugraliśmy dla sektora prywatnego?
W marcu 2024 roku sytuacja wyglądała fatalnie. Rządowy projekt zakładał, że darmowy sprzęt trafi wyłącznie do szkół publicznych, zostawiając sektor niepubliczny na lodzie. Jako Sgela Education Advocacy weszliśmy do gry, gdy do końca konsultacji zostało zaledwie 11 dni roboczych.
Zderzenie z murem w sali numer 304
Siedzieliśmy w dusznej sali konferencyjnej numer 304, a na stole leżał gruby plik kartek z projektem rozporządzenia. Urzędnicy z departamentu cyfryzacji byli przekonani, że szkoły społeczne i prywatne nie potrzebują wsparcia, bo ich właścicieli stać na wszystko. To był błąd w założeniach, który mógł kosztować tysiące dzieciaków dostęp do nowoczesnych narzędzi. Przedstawiliśmy twarde dane z 87 placówek z Lubelszczyzny i Podkarpacia, pokazując, że budżety tych szkół są napięte do granic możliwości przez inflację i wzrost kosztów energii o 214% rok do roku.
Nasza rozmowa z dyrektorem departamentu, Markiem Nowickim, trwała dokładnie 114 minut. Kładziemy kawę na ławę: nikt tam nie chciał słuchać o wyrównywaniu szans, dopóki nie pokazaliśmy konkretnych liczb. Wykazaliśmy, że pominięcie sektora niepublicznego to nie tylko problem etyczny, ale też logistyczny dla platform EdTech, które musiałyby tworzyć dwa osobne systemy logowania dla różnych grup uczniów. To był nasz pierwszy mały przełom w tych negocjacjach, który otworzył drzwi do dalszych konkretów.
Przepisy to nasza działka, więc wiedzieliśmy, że bez uderzenia w koszty operacyjne ministerstwa nic nie wskóramy.

Liczby, których nie dało się zignorować
Drugie spotkanie odbyło się 19 marca 2024 roku o godzinie 9:15 rano. Tym razem przyszliśmy z listą 3 243 uczniów, którzy według pierwotnej wersji projektu nie dostaliby ani jednego laptopa. Pokazaliśmy, że 62% tych dzieci pochodzi z rodzin o średnich dochodach, a szkoła społeczna to dla nich nie luksus, tylko wybór specyficznej metody nauczania. Urzędnicy zaczęli mięknąć, gdy zrozumieli, że nasza argumentacja opiera się na faktach, a nie na prośbach o litość. W Sgela Education Advocacy nie bawimy się w lanie wody, tylko pokazujemy, ile państwo zaoszczędzi na sprawnym wdrożeniu programu.
Analiza prawna, którą przygotował nasz zespół w ciągu 48 godzin, wskazała na 3 istotne błędy w definicji placówki uprawnionej do dotacji. (Szczerze mówiąc, kawa w tamtym ministerstwie była najgorszą, jaką piłam od lat, ale to był najmniejszy problem). Skupiliśmy się na artykule 14 ustawy, który w naszej interpretacji musiał objąć wszystkich uczniów realizujących obowiązek szkolny, niezależnie od organu prowadzącego. To był moment, w którym doradcy ministra przyznali nam rację, widząc ryzyko lawiny pozwów odszkodowawczych od rodziców.

Bitwa o termin: 72 godziny na poprawki
Kiedy już zgodzili się na zmianę definicji, pojawił się kolejny problem: czas. Ministerstwo chciało zamknąć listę zakupową do 25 marca. Musieliśmy w ciągu 72 godzin zebrać oświadczenia od 127 platform EdTech i 46 stowarzyszeń edukacyjnych, że są gotowe na natychmiastowe dostarczenie danych technicznych. Pracowaliśmy po 14 godzin na dobę, dzwoniąc do każdego dyrektora szkoły z naszej bazy. Wiemy, kto odbiera telefony w ministerstwie o 21:00, więc cisnęliśmy tam, gdzie inni dawno by się poddali.
Efekt był taki, że 22 marca 2024 roku o godzinie 16:47 otrzymaliśmy oficjalne potwierdzenie: dopisano sektor niepubliczny do listy beneficjentów. To nie była zasługa 'dialogu', tylko twardego lobbingu opartego na znajomości procedur. Dzięki temu 3 240 uczniów otrzymało sprzęt o łącznej wartości przekraczającej 9,6 mln złotych. Dla wielu małych szkół w regionie lubelskim był to jedyny sposób na przeskok technologiczny w tym roku szkolnym. Bez naszej interwencji te pieniądze po prostu by przepadły w budżecie centralnym.
W Sgela nie czekamy na zaproszenie. Wchodzimy tam, gdzie decyduje się o Twoich pieniądzach.

Dlaczego EdTech musi trzymać rękę na pulsie?
Ten sukces to lekcja dla wszystkich firm tworzących oprogramowanie dla szkół. Jeśli nie masz swojego głosu w Warszawie, prawo powstaje bez Twojego udziału. W tym przypadku ugraliśmy nie tylko laptopy, ale też standardy dostępu do e-podręczników, co bezpośrednio wpłynęło na przychody 14 naszych klientów z branży technologicznej. Średnio każdy z nich zyskał dostęp do rynku większego o 37% dzięki jednej zmianie w zapisach dotyczących kompatybilności systemowej. To są realne pieniądze, które leżały na stole, a które urzędnicy chcieli zamieść pod dywan.
Obecnie monitorujemy kolejne 4 projekty ustaw, które mogą wpłynąć na finansowanie prywatnej edukacji w 2025 roku. Nie interesuje nas gadanie o wizji edukacji przyszłości. Interesuje nas to, czy Twoja faktura zostanie opłacona z subwencji, czy utknie w biurokratycznej machinie. Nasz zespół, składający się z 9 ekspertów w Lublinie i Warszawie, codziennie sprawdza zmiany w BIP i dziennikach ustaw, żeby nasi klienci nie obudzili się z ręką w nocniku, gdy nowe prawo wejdzie w życie w środku semestru.



